Pierwsza krew...

Wieczorkiem, po spożyciu posiłku postanowiłem spożytkować pochłonięte kalorie. Udałem się w pewne miejsce, szczególnie popularne wśród właścicieli psów, oraz szemranych "typków" czerpiących nieopisaną radość z przesiadywania w owym miejscu w swoich powozach.

Prośba o radę...

Po odniesionej klęsce i nie przespanej z tego powodu nocy, postanowiłem odwiedzić Pradawne Drzewo, mądrą istotę u której mógłbym zasięgnąć wskazówek, jak można zwyciężyć z tak potężnym i górującym nade mną w swej liczbie wrogiem.

Jezioro Życia...

Po głowie kołatało mi się to, co powiedziało mi pradawne Drzewo. Na bieżącą chwilę będąc nadal wyczerpany pierwszą potyczką ze śmieciakami, jak i spełnieniem prośby Drzewa, jego słowa zaczęły mi się jawić filozoficznym bełkotem... Nie dostałem żadnych konkretnych informacji odnośnie problemu, który zaczynał wrastać mocnymi korzeniami w głąb mojego serca i wibrował w mojej duszy, dając o sobie znać nieustającym gnieceniem zmęczonego umysłu.

Słodka? zemsta...

Przepełniony jakże żywą energią światłości, wartko płynącą w moich żyłach, tchniętą we mnie przez napotkaną nad Jeziorem istotę, wciąż rozmyślałem nad zemstą którą zaserwuję śmieciakom na miejscu pierwszej stoczonej z tymi zajadłymi istotami potyczki.

Psikus Stwórcy...

NARRATOR:

Zostawmy na chwilę naszego dzielnego bohatera. Śpi teraz niespokojnie w swojej kryjówce wraz se swoim wiernym rumakiem, po ostatnich stoczonych bojach. Jak wszyscy możemy zauważyć, pomimo wsparcia najróżniejszych światłych istot, nasz zuch nie ma łatwej misji w swoim świecie.
Przenieśmy się na jakiś czas w zupełnie inne miejsce. Świat w którym śmieciaki może nie są tak groźnym przeciwnikiem jak w naszej opowieści, a jednak stanowią klucz do uratowania rzeczywistości naszego chwata przed potopem tych złych istot.
Miejsce to nazywamy Ziemią. Piękna kraina która boryka się z wieloma problemami skołatanych ludzkich umysłów, osnuta płaszczem ciemności stworzonym z negatywnych myśli, niewidoczna i zapomniana, gdzieś na rubieżach wszechświata. Znajdziemy tu kolejnego śpiącego małego bohatera. Nazywają go Łukasz Prus.

Uzmysłówmy sobie że to ja jestem tu Stwórcą. Zróbmy więc małego psikusa obu naszym ziomkom. Powiedzmy że weźmiemy około połowę świadomości naszego dzielnego wojownika i włożymy do umysłu Łukasza podczas snu... Kiedy się obudzi może się bardzo zdziwić, a my na pewno będziemy mieli z tego powodu niezły ubaw...

No to do dzieła.

Ciąg dalszy...

Nieprzyjemna pobudka...

Ze snu wybudził mnie stukot kopyt na posadzce jaskini... Mój rumak uciekał w popłochu. W powietrzu dało się wyczuć wszechobecną grozę. Wybiegłem przed wejście. Był środek nocy, przez wszechogarniającą ciemność nie dało się dostrzec nic w odległości kilku metrów. Usłyszałem rżenie w oddali. Poczułem powiew chłodnego wiatru, który niósł ze sobą jakby swąd zgnilizny...

Ucieczka...

Mocny powiew wiatru ściągnął kaptur biegnącemu przede mną  łucznikowi. Ten odwrócił się w moim kierunku. Niebo przeszyła błyskawica, rozświetlając na ułanek sekundy okolicę. Moim oczom ukazało się przystojne lico. Lewe oko spojrzało na mnie przenikliwie, podczas gdy prawy oczodół osłaniała skórzana przepaska.

Łucznik...

Całą dolinę pokrywały gęste kłęby dymu po spopielonych "błyskawicznym" atakiem śmieciakach. Deszcz zakończył swe złowieszcze dzieło i ucichł jak gdyby nigdy nic.

Mroczny Las...

Czas w tym miejcu zdawał się nie odgrywać żadnej roli... Nie byłem w stanie stwierdzić ile dni minęło od mometu wejścia do lasu... A może jedynie godziny... Z tym że spałem już 5 razy...

Ból głowy...

Ocknąłem się mocno otumaniony... Obok mojej głowy leżały potężnie wyglądające rękawice bojowe... Czyżby to one spadły z nieba wprost na moją głowę?...

Aragrax...

-Podejdź, nie lękaj się- słowa rozbrzmiały w mojej głowie... Smok łypał na mnie lewym okiem, prawe wciąż trzymając zamknięte i szczerzył się, ukazując paszczę w której brakowało jednego kła.

Niesforny prezent...

Podszedłem do dziwacznych rękawic które niedawno mnie ogłuszyły, jak to powiedział Aragrax, celowo... Tak chciały...

Potyczka...

Gigantyczny śmieciak nie czekał, aż dojde do siebie. Wprawił w ruch swoje ogromne cielsko i ponownie zaszarżował w moim kierunku...

No zacznij wreszcie ...!!!

Witam Wszystkich!!!

Po wielkich bólach (dosłownie :) ), ruszam z misją zmieniania świata na lepsze, zaczynając od drobnych kroczków.

13 dzień głodu :)

15.06.2019

Witam.

Dziś 13 dzień głodówki o samej wodzie, niekiedy ze szczyptami soli czy cytryny dla minerałków.
Jak się czuję?? W sumie to świetnie :), nadal mnie coś boli :), więc jedziem dalej, skoro nie widzę buntu ze strony organizmu :).
Jak wytrzymuje??
Ignoruję zachcianki umysłu i tyle :), nie słucham "głosików" ;) czy innych "duszków" ;).

Zdrowia wszystkim!!

18 dzień głodu :)

Witam.

Dziś 18 dzień głodówki :). Coś by się zjadło, jak tylko przypomni się sobie tą całą gamę smaków :)
Fakt że już nie reaguje głodem, na zapachy z otoczenia. Wcześniej było mi bardzo ciężko iść przez miasto, czując te wszystkie zapachy dobywające się z mieszkań :)

Muszę się przyznać że ździebko oszukuję :). 
Otóż co jakieś 3/4 dni, wypijam wcześniej przygotowany zakwas z buraków, do którego dodaję szczyptę pieprzu, chilli, kurkumy i imbiru. Dostarczam w ten sposób minerały + witaminy, a przy okazji świetnie czyści :) (nawet sobie nie wyobrażacie jakie syfilisy lecą z organizmu nawet po takim czasie nie spożywania stałego pokarmu :P ). Co kilka dni też parzę sobie skrzyp polny + liść pokrzywy (nie z torebeczek, najlepiej samemu zebrać) i wlewam około 200 ml na 2 litry wody, popijając sobie cały dzień. To również daje mi minerałki i witaminki :). No i niekiedy sok z połówki cytryny na 1 litr wody. 

Ktoś tam będzie krzyczał, że źle robię głodówkę. No i git. To MOJA głodówka, a każdy organizm jest inny wbrew temu co oficjalnie głoszą. 
Oczywiście nikogo do tego nie namawiam, to musi być podyktowane z wnętrza. 
Nie robię tego by schudnąć (to efekt uboczny ;) ), tylko dlatego że po dwóch operacjach, mam ogromne bóle kręgosłupa i chce wyczyścić organizm, przy okazji uregulować metabolizm i pokazać kto tu rządzi :).
Fakt że z każdym dniem ból załącza się po coraz większej ilości przebytych kilometrów, a z początku było to około 200 metrów i już sprawy zaczynały przybierać nieciekawy obrót :) (kucanie, siadanie, bywało że kładzenie się na trawie czy chodniku :D )

Zdrowia!!

Niestety tylko "oczko"...

No niestety... 21 dzień głodu, był dla mnie ostatnim (póki co)... 

Śmierć przyjaciela (szczurka Minia - proszę się nie śmiać, ale to co ta istota wnosiła do naszego życia przez około 2 lata, mało który "ludź" potrafi dać w ciągu całego swojego żywota) skutecznie wytrąciła mnie z postanowienia.

Z natłoku myśli, emocji, a przede wszystkim z bezsilności zacząłem jeść... Udało by się oczywiście to przeskoczyć, no ale ten kto nawet jednego dnia nie może przestać spożywać pożywienia, nie zrozumie jak organizm zaczyna pracować po takim czasie, aby tylko znów dostać papu...

Nie wychodziłem z głodówki wcale... Po prostu zacząłem jeść... Wbrew temu co piszą żadnych skurczów kiszek nie dostałem, a żarłem jak ta przysłowiowa świnia... Proszę się nie sugerować tym, że mi się nic nie stało, bo każdy organizm jest inny... A mój żyje z oszołomem ( JA ), więc musi być wytrzymalszy ;)
Także szykuję się na powtórkę, ponieważ nie wyczyściłem organizmu, a po odejściu Minia, nie tyle co go zaniedbałem, co nawrzucałem do pieca nie tego co chciałem, od czego miał się odzwyczaić :)

Pierwsza głodówka trwała 12 dni, o samej wodzie, z ujęcia oligoceńskiego. Oczywiście lewatywy itp grane co dzień, bądź co drugi. Chudnięcie było ogromnie zauważalne, tak jak i pozbywanie się toksyn, lecz organizm po 12 dniach zasugerował przerwę. Ból głowy i kołatanie serca. Więc zacząłem jeść.
Tym razem chciałem dostarczyć mu minimalnych ilości paliwa, chudnięcie było znacznie wolniejsze (nie o chudnięcie tu chodzi), lecz przejście tego okresu łatwiejsze:

-co 3/4 dni wypijałem około litra (w ciągu całego dnia) zakwasu z buraków (burak w plastry, ścisło poukładać w słoju żeby nie wypływały, zalać roztworem wody z 1 łyżką stołową soli na 1 litr wody, nakryć słoik dekielkiem, nie dokręcać, przed wypiciem zdjąć powstały kożuch)
-prawie codziennie sok z całej, bądź z połówki cytryny, rozrobiony w 2 litrach wody, niekiedy ze szczyptą soli potasowej
-co 2/3 dni napar ze skrzypu polnego + pokrzywa, około 200ml na 2 litry wody (żeby za mocno nie weszło ;) )
-ze 2 razy podczas tych 21 dni, pół kieliszka naturalnego octu jabłkowego, rozrobionego w pół litrze wody
-ze 2 razy podczas tych 21 dni, do zakwasu z buraków dodałem szczyptę: kurkumy, pieprzu, imbiru oraz chilli> przeczyszczenie niesamowite, od razu polepszenie nastroju, a i organizm pouzupełniał minerały i witaminy.

Także... Zdrowia!!